У нас вы можете посмотреть бесплатно Peryferie IV: Połów/Gabriel Koch или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
POŁÓW Jest pełnia lata, gdy wczesnym rankiem wybieram się na ryby. Kiedy wyjeżdżam, jest jeszcze ciemno i nad rzekę docieram późnym świtem. Brzeg rzeki porastają w tym miejscu wierzby, ktorych galezie zwieszają się bezwładnie niczym długie, anorektyczne ramiona, a nabrzeże pokryte jest gładkimi jak łysiny kamieniami. Momentami wydaje mi się nawet, że stąpam po głowach. Idę wzdłuż rzeki, szukając dogodnego stanowiska. W którymś miejscu natykam się na łowiącego wędkarza. -Biorą? - pytam. Nie bardzo mówi wędkarz. -A na co pan łowi? Ja łowię na oczy odpowiada. -A na uszy? - dopytuję. Średnio odpowiada wędkarz, wpatrując się w spławik. -Już lepiej na serce. Chwilę milczymy. Rzeka toczy się wolno, unosząc coraz dalej spławik, który obaj śledzimy spojrzeniami. Nieźle byłoby na wargi sugeruję. -Ba! - wzdycha wędkarz, szukając czegoś w torbie. -To świetna przynęta, ale skąd ją wziąć? Rzeczywiście. Wargi to trudno dostępny rarytas. No to powodzenia mówię i ruszam dalej. Idę nieco podekscytowany, ponieważ udało mi się zdobyć dwie pary warg, które mam w słoiku w torbie. Wreszcie znajduję dogodne miejsce na zakręcie rzeki, która tutaj zwalnia bieg, a jej nurt staje się głębszy. Brzeg porośnięty jest teraz ciasno zwartą leszczyną, ktorej listowie, poruszane wiatrem, przywodzi na mysl gestwe skoltunionej czupryny. Rozkładam sprzęt i zakładam jedną z warg na haczyk. Ustawiam nie większy niż metrowy grunt i zarzucam. Spławik płynie spokojnie z prądem. Nawet nie zdążyłem zapalić papierosa, kiedy spławik znika pod wodą. Odczekuję krótką chwilę, po czym lekko, ale zdecydowanie zacinam. Żyłka wypręża się ze świstem, a wędzisko wygina się w łuk. Oho myślę uradowany, holując ostrożnie zdobycz do brzegu -niezła sztuka. Niebawem na powierzchnię wody wyłania się głowa prawie całkowicie porośnięta wodorostami i pokryta mułem. Wyciągam zdobycz na brzeg. Czyszczę ją z wodorostów i mułu. U moich stóp leży, ciężko dysząc, około siedemdziesięcioletni mężczyzna. Po zmierzeniu okazuje się, że nie jest aż tak wielki, jak mi się początkowo wydawało, wrecz maly, ale mieści się w przepisowej normie. Kiedy jednak chcę go włożyć do siatki, mężczyzna przecząco kręci głową: -Wypuść mnie, a spełnię twoje trzy życzenia. -Zgłupiałeś albo co? - odpowiadam, spoglądając na jego przykurczoną postać. No to dam ci dobrą radę mówi mężczyzna, próbując nowego fortelu. -Uczciwa praca-godna płaca! Dobra dobra, stary bagatelizuję. Mężczyzna przybiera hardą postawę, mierzy mnie groźnym spojrzeniem i mówi uroczyście, niemal krzycząc: -Bóg Honor Ojczyzna! Nowy lad! Stul pysk, bo spłoszysz mi ryby mówię sciszonym głosem. Mężczyzna, niebaczny mego ostrzeżenia, zaczyna wrzeszczeć: Obniżka podatków, -Walka z korupcją! - Sprzeciw wobec eutanazji, aborcji i… Daję mu mocno z liścia z prawej i z lewej. Zatacza się, przysiada nieco ogłuszony, zaczynam wpychać go do siatki. Ale mężczyzna opiera się, rozcapierza ręce i nogi. Okazuje się nadspodziewanie silny. W pewnym momencie rzuca się na mnie. Walę go pięścią w skroń. Mężczyzna pada, ale nie traci przytomności, jak mogłem się tego po tak silnym ciosie spodziewać, lecz zaczyna krzyczeć bez związku: -Za ojczyznę, za naród i króla! Nie rzucim ziemi! Litwo…! Santo subito, Czterej pancerni i pies! Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski! Stawka większa niż... Drugi cios ucisza go zupełnie. Mężczyzna przysiada na brzegu i spogląda błędnie dokoła. Teraz już bez trudu wkładam go do siatki, którą zanurzam w wodzie przy brzegu. Mężczyzna widocznie usiłuje jeszcze coś mówić, bo przez chwilę na powierzchni wody, w miejscu, gdzie zanurzona jest siatka, ukazują się pęcherzyki powietrza. Wycieram rece i zapalam papierosa. Zakładam drugą wargę na haczyk i zarzucam ponownie wędkę. Siadam na składanym krzesełku. Słońce stoi już wysoko na niebie i wieje lekki wiatr, łagodnie szumi leszczyna. Gabriel Koch