У нас вы можете посмотреть бесплатно Ławka na Plantach или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
"Ławka na Plantach" sł. placek / muz. StudioPie Sierpień pakował już walizki swe A my w pociągu, w tym wesołym tle Z paczką znajomych, Kraków wzywał nas Lecz ja widziałam tylko Twoją twarz. Wawel z Łasiczką, Barbakan i już Wszyscy słuchali o królach, no cóż A myśmy kradli spojrzenia co krok Szukając pretekstu, by zgubić ten wzrok. By palec o palec zahaczył choć raz Nieważny zabytek, ulotny ten czas. I nagle na Plantach ta ławka, ten cud Pamiętasz? Wciąż stoi, choć minął lat sznur. Pierwszy dotyk dłoni, jak prąd, wielki wstrząs Umysł ogniem zalany, a w sercu ten pląs. Bo ono już krwi nie pompowało, o nie! Zmieniło się w perkusję na samym dnie. Na werblu ćwiczyło paradiddle, ten rytm Serce oszalało, a z nim świata algorytm. I jak to w Krakowie, w głowie mam pytanie: Czy to jest miłość, czy to jest - kochanie? Noc się rozlała na Starówkę, na bruk A moje palce szukały Twych rąk Drżały bezgłośnie, jak struny bez nut Czekając na ciepło, na ten mały cud. Do białego rana spacer, ten stan Gdy nogi nie bolą, choć chodzisz bez zmian. W grupie, a sami, w tłumie, a we dwoje Chłonęłam ten wieczór, chłonęłam nastroje. To wtedy wiedziałam, choć młoda i płocha Że to nie wycieczka, że chyba się zakocham. I znowu na Plantach ta ławka, ten cud Pamiętasz? Wciąż stoi, choć minął lat sznur. Pierwszy dotyk dłoni, jak prąd, wielki wstrząs Umysł ogniem zalany, a w sercu ten pląs. Bo ono już krwi nie pompowało, o nie! Zmieniło się w perkusję na samym dnie. Na werblu ćwiczyło paradiddle, ten rytm Serce oszalało, a z nim świata algorytm. I jak to w Krakowie, w głowie mam pytanie: Czy to jest miłość, czy to jest - kochanie? Trzydzieści pięć zim i trzydzieści pięć lat A ten "cudowny weekend" wciąż trwa, wciąż ten ślad. Już mąż i już żona, a w głowie ten plan By wracać do miasta, do tych samych bram. Bo kochamy Kraków, jak siebie, bez tchu Tam wszystko się stało, tam serce do snu Nie kładło się wcale, lecz biło jak dzwon Tamta wycieczka to był nasz wspólny dom. Jeszcze raz na Plantach ta ławka, ten cud Pamiętasz? Wciąż stoi, choć minął lat sznur. Pierwszy dotyk dłoni, jak prąd, wielki wstrząs Umysł ogniem zalany, a w sercu ten pląs. Bo ono już krwi nie pompowało, o nie! Zmieniło się w perkusję na samym dnie. Na werblu ćwiczyło paradiddle, ten rytm Serce oszalało, a z nim świata algorytm. I jak to w Krakowie, w głowie mam pytanie: miłość? czy kochanie? I choć inne miasta i inne podróże To tamten koniec lata wciąż w sercu mam duży. Bo nic nie zagłuszy werbla, co wybija nastroje Tego rytmu, co łączy: Ciebie, mnie, nas dwoje! Bo tam jest na Plantach ta ławka, ten cud Pamiętasz? Wciąż stoi, choć minął lat sznur. Pierwszy dotyk dłoni, jak prąd, wielki wstrząs Umysł ogniem zalany, a w sercu ten pląs. Bo ono już krwi nie pompowało, o nie! Zmieniło się w perkusję na samym dnie. Na werblu ćwiczyło paradiddle, ten rytm Serce oszalało, a z nim świata algorytm. I jak to w Krakowie, w głowie mam pytanie: miłość? czy kochanie?