У нас вы можете посмотреть бесплатно Koras - Tato ( Blizny Miasta ) или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
„Tato” Siedzę sam przy stole, cisza dzwoni w uszach, kiedyś dom był głośny — dziś pusto jak głuszach. Patrzę w ściany, znam je lepiej niż wasze twarze, bo łatwiej było krzyczeć, a w niedziele stać po ołtarzem. Mówiłem: „to zmęczenie”, „to tylko jeden dzień”, a dni składały się w lata, których już nie ma, wiem. Wracałem późno, ciężki, nie tylko od pracy, taki już byłem - jak inni tacy. Myślałem, że jestem głową, że muszę być twardy, A dorobiłem się jedynie rodziny pogardy. W domu spokoju nie było, tylko wieczne napięcie. Aż czara przelana, dom pusty, po latach tąpnięcie. Dziś rozumiem za późno, co znaczyło tato”, nie ten, co wymaga — ten, co daje wsparcie. Zamiast mostów, stawiałem mury z żelazną kratą I dzieciom najgorszy wzorzec dawałem na starcie. Nie cofnę lat, nie skleję dawnych chwil, zostają tylko smutne myśli i w dłoni zwiędły żonkil. Jeśli słyszysz ten głos — zastanów się nad sobą. Bo Twoje dzieci i żona chcą spędzać czas z Tobą. Widziałem strach w oczach, lecz odwracałem wzrok, łatwiej mi udawać, że to przez zły los. Żona była cieniem, nie partnerką w każdy krok, a ja miałem szansę - byłem o włos. Mówiłem: „robię to dla was”, a robiłem dla siebie, dla ciszy w butelce, dla ucieczki od Ciebie. Nie biłem słowami? Biłem bardziej niż pięścią, słowo boli dłużej — staje się tożsamości Twojej częścią. Nie uczyłem miłości, tylko kontroli i strachu, dziś widzę, że dom bez miłości to puste ściany brachu. Myślałem, że czas to wszystko zagoił, ale czas wyłącznie te rany podwoił. Dziś rozumiem za późno, co znaczyło “tato”, nie ten, co wymaga — ten, co daje wsparcie. Zamiast mostów, stawiałem mury z żelazną kratą I dzieciom najgorszy wzorzec dawałem na starcie. Nie cofnę lat, nie skleję dawnych chwil, zostają tylko smutne myśli i w dłoni zwiędły żonkil. Jeśli słyszysz ten głos — zastanów się nad sobą. Bo Twoje dzieci i żona chcą spędzać czas z Tobą. Nie piszę tego, by zaznać rozgrzeszenia nie ma takiej pokuty, co da chwilę odetchnienia Piszę, bo prawda boli mniej niż milczenie, Być może te wersy uratują czyjeś istnienie. Dziś nie dzwonią — i mają takie prawo, Mnie przy nich nie było, więc dostaję “nawzajem” Nie znałem ich snów, ich lęków i marzeń - no brawo! Byłem najgorszym człowieka rodzajem. Ojcostwo to nie nazwisko ani obowiązek, to codzienne „jestem”, nie „później”, nie „może”. Ja lata temu pogrzebałem swój związek. dziś płacę samotnością - weź mnie do siebie Boże. Jeśli ktoś tego słucha i widzi w tym siebie, to nie jest za późno — póki ktoś mówi „tato”. Bo kiedy dzieci odchodzą i wstydzą się Ciebie spędzasz samotnie jesień, zimę, wiosnę, lato. Dziś rozumiem za późno, co znaczyło tato”, nie ten, co wymaga — ten, co daje wsparcie. Zamiast mostów, stawiałem mury z żelazną kratą I dzieciom najgorszy wzorzec dawałem na starcie. Nie cofnę lat, nie skleję dawnych chwil, zostają tylko smutne myśli i w dłoni zwiędły żonkil. Jeśli słyszysz ten głos — zastanów się nad sobą. Bo Twoje dzieci i żona chcą spędzać czas z Tobą. Nie cofnie czasu żadna skrucha czy żal, ale może ten wers uratuje czyjś dom. Gdybym miał szansę - zmieniłbym każdy swój cal. niech twoje dzieci znają cię z miłości ziom. To moja spowiedź — nie prośba o wybaczenie, to ostrzeżenie dla Ciebie, żebyś miał swój dom.