У нас вы можете посмотреть бесплатно Niemiec-Pańczak-Soszyński, M5-, Czuba nad Karbem или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Tydzień po poprzedniej wycieczce udało się pojechać w Tatry ponownie - cel był bliski poprzedniemu - także nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Po opadzie śniegu warunki okazały się gorsze, a pogoda też nie rozpieszczała - wiatr był miejscami dokuczliwy i odczuwałem zimno duzo bardziej niż tydzień wcześniej, mimo temperatury nominalnie wyższej o kilka stopni. Prawa droga Niemca okazała się bardzo ciekawa i estetyczna, a mi dane było prowadzić sporą część. Zaszpeiliśmy i związaliśmy się jeszcze nad Czarnym Stawem, aby z marszu wejść w drogę. Potem Piotrek opowiadał jak dziwnie patrzył na nas turysta, bo zaiste wyglądało jakbyśmy w pełnym rynsztunku uprzęży, friendów i dziab zdobywali Karb. Podejście było bardzo męczące i tym razem to na mnie przypadło torowanie, a nie jak to zwykle bywa, Piotrkowi. Zajęło to około 40 minut. Pod ścianą zamieniłem kijki na czekany i wystartowałem prawym wariantem, bo wydawał się ciekawszy i mniej śnieżny niż ten oryginalny po lewej. Ciekawiej może i było, ale po chwili głęboki śnieg i tak mnie nie ominął. Kolejny etap to ciekawe zaciątko za M3/M4 i już pierwsze stanowisko pod flagowym zacięciem tej drogi. Zmiana prowadzenia i Piotrek sprawnie atakuje trudności. Mimo puchówki trochę zmarzłem asekurując, ale na szczęście Piotrek zatrzymał się na pośrednim stanowisku po pierwszym trudnym miejscu za M4+. Po dojściu do niego miałem wybór i na szczęście odważyłem się przejąć prowadzenie. Ten kolejny wyciąg miał dwa ciekawe miejsca - pierwsze to przejście przez nyżę w zacięciu M4+/M5-. Samo dojście do niej jest ciekawe - dobre chwyty, ale trzeba z nich intensywnie korzystać z powodu braku stopni i wypychającego zacięcia. Po wczołganiu się do nyży i założeniu asekuracji trzeba pokonać drugą część tego zacięcia - o ile na początku był dobry stopień, to później trzeba było znowu ostro drzeć na samych dziabach aż do łatwiejszego terenu. Mimo wszystko był to bardzo satysfakcjonujący fragment - blisko granicy moich umiejętności i odwagi. Drugi ciekawy fragment był w nominalnie łatwiejszym terenie (M3/M4), ale z powodu dość kopnego, stromego śniegu musiałem ominąć przejście na wprost i zrobić czujny, choć teoretycznie nietrudny trawers. Potem przedzieranie się przez spionowane kosówki i już wyszedłem na grań, z której złapałem Piotrka. Potem przyszła jego kolej na torowanie - przenieśliśmy stanowisko najpierw pod ostatnie spiętrzenie Czuby, a następnie kilka metrów dalej, pod ostatnie zacięcie znane nam z Potoczka łączonego ze Stanisławskim w poprzednim sezonie. Teraz warunek był trudniejszy, a po zmęczeniu i wyziębnięciu przez poprzednie 4 godziny drogi nie miałem najmniejszej ochoty na prowadzenie. Ostatecznie Piotrek znalazł niezłą asekurację i sprawnie przeszedł wyciąg. Na drugiego nie sprawiał już wrażenia trudnego i pewnie też bym go poprowadził gdybym nie miał wyjścia. Na Czubie przeszpeiliśmy się i w dół - zejście z Karbu było nieco czujne, ale mimo wszystko chyba szybsze niż powrót przez Zielony Staw, który był nieprzetarty. Droga wprawdzie nie była formalnie trudna czy honorna, ale w tych warunkach i na początku sezonu dała satysfakcję z dobrze wykonanej, choć nikomu niepotrzebnej roboty. To już trzecia moja droga na niewybitnej Czubie nad Karbem i choć jest jeszcze sporo wariantów a nawet całych dróg na których mnie tam nie było, to jednak warto by zmienić cel na kolejny raz :)