У нас вы можете посмотреть бесплатно Maratony Świata #16 - Tanzania Kilimandżaro Maraton или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
#bieganie #kilimandzaro #tanzania Pomysł na start w maratonie w Tanzanii błąkał się po naszych umysłach od dobrych kilku miesięcy. Jednak okoliczności przyrody – o których napisano już setki tysięcy artykułów – były takie jak były, i decyzję o wyjeździe odkładaliśmy do ostatniej możliwej chwili. W końcu przyszedł jednak taki dzień, że czekać dłużej już nie można było – kończyły się pakiety startowe oferowane przez organizatorów. Ostatecznie na zaledwie nieco ponad dwa tygodnie przed maratonem skusiliśmy się na wyjazd do odległej Tanzanii. Przeważyła nadspodziewanie świetna oferta linii lotniczych Qatar Airways – może nie była to okazja cenowa (bilet w dwie strony z Warszawy przez Doha do Tanzanii kosztował 3150 pln / osobę) ale gwarantowała bezproblemową możliwości rezygnacji z lotu nawet na… 3 godziny przed wylotem. I to bez podawania przyczyny. To opcja, którą normalnie spotkać można prawie wyłącznie podczas lotów w klasie biznes. W ostatniej chwili udało nam się kupić pakiety startowe. Drogie, bo zgodnie z trwającym na świecie od kilku lat „modnym” trendem, dla zagranicznych zawodników pakiety startowe były około dziesięciokrotnie droższe niż dla lokalnych mieszkańców. W pierwszym terminie do połowy stycznia pakiet startowy dla zagraniczniaków kosztował 80 dolarów, później cena wzrastała do 90 dolarów. Żeby było zabawniej przelew ostatecznie realizowany był w walucie RPA, więc po wszystkich karkołomnych przewalutowaniach i dodatkowych kosztach za afrykańskie przelewy za pakiet zapłaciłem aż 410 złotych. Czyli po ówczesnym kursie ponad 110 dolarów. Potem pozostało nam już tylko dolecieć do Tanzanii… Kilimandżaro Maraton wbrew swojej sugestywnej nazwie niewiele ma wspólnego ze słynną najwyższą górą Afryki. Owszem – odbywa się on u jej stóp, widoki na tę wspaniale ośnieżoną górę towarzyszą biegaczom przez połowę trasy – ale nie jest to ani maraton górski, ani terenowy. Rzeczywistość jest tak lakoniczna, że aż brutalna – wyraz „Kilimandżaro” w nazwie maratonu wziął się od… nazwy sponsora biegu: lokalnej marki piwa i jego producenta – Kilimanjaro Breweries. Mimo wszystko sytuację ratował jednak podczas biegu widok na wulkan, który widać niemal z każdego miejsca trasy. No właśnie: trasa. Ponad połowa jej długości wiedzie brzydkimi ulicami miejscowości Moshi – znanej z tego, że właśnie stąd wyrusza duża część wypraw na Kilimandżaro. Trasa składa się z dwóch odrębnych pętli tworzących ósemkę. Możecie ją obejrzeć na stronie imprezy kilimanjaromarathon.com. Trasa niestety jest największą (moim zdaniem) bolączką tego maratonu – to całkowite zaprzepaszczenie potencjału imprezy. Pierwsza pętla jest zupełnie „nijaka”. Jakieś szare ulice, zurbanizowane i zaśmiecone, bez ani jednego charakterystycznego punktu który pozostaje w pamięci. Ta pętla bardzo słaba – trudno wskazać jakąkolwiek jej zaletę, poza tym, że w pewnym momencie przebiegamy obok fabryki wspomnianego sponsora czyli producenta piwa. I może mógłby to być jakiś plus, gdyby nie fakt że fabryka owa ogrodzona jest wysokim betonowym murem, więc jak ktoś nie wie – to i tak się nie dowie obok czego biegnie. Nie oczekuję żeby uczestnicy maratonu biegli obok jakiejś katedry czy parku – pamiętam gdzie jesteśmy – w AFRYCE. I może nie czepiałbym się tej części trasy aż tak mocno, gdyby nie druga pętla… Druga pętla jest absolutnym przeciwieństwem pierwszej. Zatoczywszy 20 kilometrowe koło i wróciwszy do punktu startu obok stadionu miejskiego ruszamy na północ, w kierunku słynnego wulkanu Kilimandżaro. Wybiegamy z miasta i w końcu robi się zielono! Po kilku kilometrach kończy się asfalt i zanurzamy się w oryginalnych tanzańskich wioskach. Wokół rosną bananowce, trasa powoli pnie się w górę czerwieniejącą od afrykańskiej gleby drogą. To zupełne zaprzeczenie pierwszych 21 kilometrów wyścigu... Pełny opis znajdziecie na moim blogu: https://40latidopiachu.pl/2021/03/23/...