У нас вы можете посмотреть бесплатно Ceny prądu w Polsce wzrosną nawet 2-krotnie. W najbliższych latach или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
W najbliższych latach prąd będzie mocno drożał niemal w całej UE, ale najbardziej w Polsce. Dlatego, że to właśnie nasz kraj poniesie największe koszty związane z transformacją sektora elektroenergetycznego, wymuszoną przez unijną politykę klimatyczną. Przyjęty przez władze UE ponad rok temu Europejski Zielony Ład zakłada, że do 2050 r. Unia Europejska będzie neutralna klimatycznie. Ten plan zaczął już być realizowany. Ponad dwa miesiące temu, na grudniowym szczycie unijnym, przywódcy państw UE zgodzili się na zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej na najbliższe lata. Polegające na zwiększeniu planowanej redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. z 40 do 55 proc. Takie zaostrzenie sprawi, według wyliczeń Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych, że cena uprawnień do emisji CO2, w ramach unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS), wzrośnie do 41 euro za tonę w 2025 r. i 76 euro w 2030 r. Dlaczego to takie ważne? Dlatego, że uprawnienia do emisji dwutlenku węgla w ramach tego systemu muszą kupować m.in. elektrownie węglowe i gazowe. Ich cena jeszcze trzy lata temu wynosiła 7 euro za tonę. Obecnie cena uprawnień do emisji CO2 w ramach EU ETS sięga już 39 euro za tonę. Polska jest w najgorszej sytuacji w UE, bo wciąż ponad 70 proc. energii elektrycznej produkuje z węgla. Żaden inny kraj UE nie ma tak dużego udziału elektrowni węglowych w produkcji prądu. A właśnie te elektrownie są spośród wszystkich najbardziej „emisyjne”. To znaczy, że spalaniu węgla towarzyszy największa emisja CO2 (dwa razy większa niż np. w przypadku gazu). Oczywiście, jest sposób, by z tych tarapatów wybrnąć. Ten sposób jest prosty: to zmniejszanie produkcji energii elektrycznej z węgla na rzecz tzw. energetyki niskoemisyjnej i zeroemisyjnej. Czyli odnawialnej, gazowej i ewentualnie atomowej. To jednak będzie wymagało gigantycznych inwestycji, których koszty zostaną doliczone do cen energii elektrycznej. Zobaczmy to na przykładzie elektrowni atomowych. Według rządowego dokumentu „Polityka Energetyczna Polski do 2040 r.” ma powstać u nas w tym okresie kilka elektrowni jądrowych o łącznej mocy od 6 do 9 GW, a zakładany – w owym dokumencie - koszt ich budowy to ok. 150 mld zł. Na dodatek siłownie jądrowe będą wymagać budowy nowych linii przesyłowych, i to bardzo kosztownych linii wysokiego napięcia, które będą służyć do przesyłania wytwarzanego przez owe elektrownie prądu do odbiorców. To pochłonie kolejne miliardy złotych. Te wszystkie wydatki pokryją w większości odbiorcy, bo zostaną one wkalkulowane w ceny energii elektrycznej. I z tego powodu ceny prądu w Polsce będą dużo wyższe niż dziś. Tym bardziej, że na elektrowniach atomowych się nie skończy. By sprostać wymogom związanym z unijną polityką klimatyczną, Polska będzie budować także m.in. morskie elektrownie wiatrowe na Bałtyku. One także, wraz z podłączeniem ich do systemu przesyłowego, wymagają wielomiliardowych inwestycji. W „Polityce Energetycznej Polski do 2040 r.” przewiduje się, że w ciągu najbliższych 20 lat wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku powstaną morskie farmy wiatrowe o łącznej mocy od 8 do 11 GW, a koszt ich budowy wyniesie około 130 mld zł. Koszty budowy morskich wiatraków na polskiej części Bałtyku też zostaną wkalkulowane w ceny energii elektrycznej Na tym jednak nie koniec, bo będziemy musieli budować jeszcze – przynajmniej w najbliższych latach – nowe elektrownie gazowe. Z dwóch powodów. Po pierwsze nawet kilka elektrowni atomowych o łącznej mocy 6-9 GW, nie wystarczy, by uzupełnić lukę po zamykanych elektrowniach węglowych. Po drugie elektrownie atomowe buduje się bardzo długo, kilka razy dłużej niż gazowe. Tymczasem bloki węglowe już teraz – przy takich cenach uprawnień do emisji CO2 – zaczynają produkować prąd zbyt drogo. Już dziś więc trzeba je zastępować mniej „emisyjnymi” elektrowniami, ale nie tylko odnawialnymi, bo one nie gwarantują ciągłości dostaw energii. Trzeba też wspomnieć o tym, ze polska sieć do przesyłu prądu była budowana jako jednokierunkowa, w której prąd płynął z nielicznych dużych elektrowni do odbiorców. Teraz powstają u nas setki tysięcy mikroelektrowni fotowoltaicznych oraz dziesiątki większych od nich farm słonecznych i wiatrowych, które produkują prąd nieregularnie i są nieregularnie rozsiane po kraju. To wywraca system przesyłu prądu do góry nogami. Nasza sieć elektroenergetyczna nie jest do tego dostosowana. Dostosowanie jej do takich zmian, czyli przebudowanie sieci na dwukierunkową i inteligentną, scyfryzowaną, też wymaga ogromnych nakładów. Z raportu organizacji Eurelectric wynika, że w Polsce w związku z – wymuszoną unijną polityką klimatyczną – transformacją energetyczną trzeba zainwestować w przebudowę i rozbudowę sieci niskiego i średniego napięcia aż 25 mld euro. Prawie 40 proc. tej kwoty pochłonie przyłączanie nowych mikroelektrowni i elektrowni bazujących na odnawialnych źródłach energii. Kolejne 45 proc. to koszty związane z modernizacją sieci.