У нас вы можете посмотреть бесплатно Czerwone Gitary - Coda (1974) или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Z albumu "Rytm ziemi" z 1974 roku (Polskie Nagrania Muza, SX-1166) Coda to epilog, ostatni utwór na płycie "Rytm ziemi". Ale czy to właściwie jest utwór? Jeśli tak, to najdziwniejszy w dorobku Czerwonych Gitar. Dlatego pogadajmy chwilę o nim. Bo czy został pomyślany właśnie tak jak brzmi - jako "urywek", odrzut, stylistyczne dziwadło, krótki muzyczny podpis kończący płytę?? A może to niedomknięta myśl muzyczna, szkic większej, niedokończonej nigdy i porzuconej całości? I jeszcze ten kontrast - czy umieszczenie tak surowego, elektronicznego utworu po folkowej, niemal bajkowej „Florentynie” sugeruje, że zespół chciał pokazać swoją drugą - bardziej progresywną - twarz ? Jerzy Skrzypczyk wspominał w którymś z wywiadów, że album "Rytm ziemi" miał być krokiem naprzód i zerwaniem z łatką zespołu grającego tylko proste piosenki. Czy z tej perspektywy „Coda” udowadnia, że Czerwone Gitary potrafią operować samym nastrojem i dźwiękiem, bez potrzeby używania tekstu ? Cytując klasyka: "No nie do końca bym powiedział, nie do końca". To właśnie w latach 1973–1976 Krajewski zaczął traktować studio nagraniowe jako instrument, a na płycie "Rytm ziemi" po raz pierwszy na taką skalę wykorzystał syntezator Moog. Może więc to, co słyszymy w „Codzie” - czyli krótką, niemal ambientową formę - było bezpośrednim poligonem doświadczalnym dla jego późniejszych, wielkich tematów filmowych, w które coraz mocniej zaczął wsiąkać ? I jeszcze jedno, może najważniejsze z wszystkich "może". Bo gdyby tak...potraktować "Codę" nie tylko jako zwyczajne zamknięcie albumu, ale też...symboliczne zamknięcie pewnej epoki ?Przez lata Czerwone Gitary kojarzyły się z chwytliwymi, tekstocentrycznymi hitami, a „Coda” - niepokojąca, bez słów, surowa, elektroniczna, totalnie małoczerwonogitarowa - to sygnał, że formuła prostego big-bitu się wyczerpała. Zespół przestał być „polskimi Beatlesami”, dorósł i zaczął szukać miejsca w świecie psychodelii i rocka progresywnego. W kontekście muzycznym "coda" to podsumowanie, które następuje po rozwinięciu wszystkich tematów. W przypadku Czerwonych Gitar te tematy (miłość, młodość, prosta radość) zostały na tej płycie domknięte, a tajemniczy, instrumentalny finał zostawia słuchacza w ciszy i zadumie nad tym, co dalej. A może jeszcze z innej strony: może "Coda" to nie sygnał, że CzG chcą grać inaczej, ale...odwrotnie, to znak porzucenia ambicji i mały dowód na to, że te ambitniejsze, progresywne ciągoty Krajewskiego „odbiły się od ściany” oczekiwań rynku i reszty zespołu ? A to, że utwór jest najkrótszy na płycie i sprawia wrażenie „szkicu”, sugeruje, że na więcej ambitnej muzyki po prostu nie było tu miejsca. W świecie zdominowanym przez przeboje radiowe, jak „Ciągle pada”, "Mam dobry dzień" czy "Była to głupia miłość", instrumentalny eksperyment został zepchnięty na sam margines - trwający zaledwie dwie minuty epilog. Może to też moment, w którym Krajewski ostatecznie zrozumiał, że w ramach projektu Czerwone Gitary, czyli maszynki do robienia hitów, nigdy nie przemyci jakiejś dłuższej, ambitniejszej i progresywnej formy, że ta czerwonogitarowa formuła to pewnego rodzaju piosenkowy gorset? „Coda” więc to takie „tyle mogłem wam pokazać” - krótki błysk nowoczesności, który natychmiast gaśnie, a brzmienie syntezatora w tym utworze antycypuje to, co Krajewski będzie robił dekadę później jako kompozytor muzyki ilustracyjnej. "Coda" brzmi jak niedokończony twór, może więc rzeczywiście oznacza rezygnację, nie tylko z dopisania ciągu dalszego, zakończenia do zakończenia (cody) ? Kolejne albumy - jak "Port piratów" były powrotem do...bezpiecznego piosenkowego stylu (do - można powiedzieć - bezpiecznego muzycznego portu), a z pirackiej odwagi (muzycznej) nie zostało na nim praktycznie nic. Okres eksperymentowania wewnątrz grupy brutalnie się zakończył, a ambitna muzyka „wyprowadziła się” z Czerwonych Gitar do solowych, filmowych projektów Krajewskiego. Nazwanie tego najkrótszego i najbardziej surowego fragmentu „Codą” (czyli wielkim finałem) ma w sobie coś z melancholijnej ironii - to finał, który nie jest triumfem, ale cichym wycofaniem się z walki o „wyższą” formę muzyczną w popowym zespole. Niech wiec będzie „Coda” muzycznym nekrologiem dla ambicji zespołu. Ten utwór brzmi obco nawet na tle całego albumu "Rytm ziemi", nie mówiąc już o kolejnych wydawnictwach. To nie był krok naprzód, to nie była zapowiedź progresu - to był ostatni rzut oka za siebie przed powrotem do łatwoprzyswajalnego i przebojotwórczego rzemiosła. CZERWONE GITARY: Seweryn Krajewski - leader, electric guitar, synthesizer Moog Ryszard Kaczmarek - bass guitar Bernard Dornowski - 12 string guitar Jerzy Skrzypczyk - drums, vocals #polskamuzyka #psychadelicrock #czerwonegitary ------ Wspieraj kanał przez BuyCoffee.to: (Support this channel by) https://buycoffee.to/twospoonsofmusic