У нас вы можете посмотреть бесплатно Wyprawa do Peru cz.7- Machu Picchu🏔️ или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
W tym odcinku zapraszamy was do odwiedzenia z nami Machu Picchu. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy będąc w Peru naprawdę warto się tłuc przez góry i dżunglę, żeby zobaczyć te ruiny, odpowiadamy zdecydowanie – WARTO! Opcji dotarcia do Machu Picchu jest kilka. Do najpopularniejszych należą tygodniowy trekking możliwy tylko z przewodnikiem, podróż 4h pociągiem lub wersja budżetowo-trekkingowa, czyli 6h w busie + 10 km piechotą przez dżunglę. Do Machu Picchu dojeżdżają dwie linie Inkarail i Perurail. Bilety kosztują około 200 soli za osobę w jedną stronę. My za busika zapłaciliśmy 35 soli. Wyjazd był bardzo wcześnie rano, trasa wiodła małymi dróżkami wykutymi w zboczach gór – widoki nieziemskie! W ten sposób po 6h dojeżdża się do hydroelektrowni (Hydroelectrica). Jest tam restauracja, można też kupić wodę na drogę. Po przejściu kilkuset metrów należy się wpisać do księgi w budce strażnika i dopiero wtedy ruszamy na nasz szlak. Wiedzie on do miasteczka Aguas Calientes (Machu Piccu pueblo), skąd rusza się do ruin. Droga z hydroelektrowni bardzo nam się podobała. Idzie się cały czas wzdłuż torów kolejowych, więc nie ma opcji zgubić szlaku. Co jakiś czas mijały nas chyboczące się na wąskich torach wagoniki – ale spokojnie, miejsca jest wystarczająco, nie trzeba się bać potrącenia. Kawałek za budką strażnika wchodzi się do dżungli! Przez całe 10 km mijamy różnorodne rośliny m.in. bananowce, krzewy kawowca, pigwowce… piękne kwiaty np. wielkie bromelie, które u nas kupujemy w doniczkach, a tak naprawdę do półpasożyty rosnące na gałęziach drzew… Niesamowicie było móc podziwiać tę całą faunę w tak bujnej postaci! A do tego jeszcze ptaki… W prawdzie widzieliśmy tylko kilka okazów wśród koron drzew, ale słychać było je niesamowicie. Niektóre gatunki wydawały z siebie przedziwne dźwięki – np. dziwnego bulgotania jakby szum wody :D Podczas marszu okazało się także, że cała dżungla wzdłuż szlaku kolejowego jest zamieszkała! Ludzie mają tam swoje działeczki, gdzie żyją hodując banany i ptactwo (kury, kaczki). Co może zaskakiwać, wszędzie tam dochodzi elektryczność, ale będąc w Peru zauważyliśmy już, że ich myśl technologiczna (np. w budowie dróg, czy właśnie dostawie prądu lub wody) jest naprawdę na wysokim poziomie – potrafią poradzić sobie z naprawdę trudnymi warunkami natury i przeciwnościami. Dlatego nie ma się co martwić o jedzenie i picie, a nawet noclegi po drodze. Jest tego sporo. Od małych straganików z przekąskami, przez rodzinne piekarenki, aż po restauracyjki. Od zagubionych w gęstwinie domeczków dla gości z wychodkiem na zewnątrz po hoteliki. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli o tej możliwości, na pewno wzięlibyśmy sobie nocleg po drodze, aby zakosztować uroków spania w dżungli 😊 Choć z drugiej strony te pająki… Do samego Machu Picchu można dojść piechotą około 2h po kamiennych schodach lub przejechać 20 minut busikiem za 30 dolarów. Tutaj zdecydowaliśmy się postawić na wygodę, ponieważ zdobywaliśmy najwyższą z trzech gór na terenie obiektu – chcieliśmy mieć na to więcej czasu, by później też na spokojnie móc połazić po ruinach. Bilety na wejścia są do kupienia online https://www.ticketmachupicchu.com/ lub w stacjonarnie w Cusco (w Ministerstwie Kultury). Na stronie można też kupić przejazdówki na busika. Do wyboru mamy 5 rodzajów biletów wstępu, a każdy to inna trasa przejścia. My zdobywaliśmy najwyższą górę z trzech proponowanych – Machu Picchu Mountain. To właśnie z niej widać ten sławny kadr na ruiny znany z miliona zdjęć. Pod górę szliśmy trochę ponad godzinę praktycznie cały czas po wiekowych kamiennych schodach. Mijaliśmy znów piękną roślinność i niżej stada lam, więc trasa bardzo nam się podobała. Na górze mogliśmy podziwiać przepiękną i dla Inków świętą górę – Salcantay 6271 m n.p.m. oraz całą panoramę szczytów porośniętych dżunglą dookoła. Zrobiło to na nas porażające wrażenie! Na same ruiny widok mieliśmy w zasadzie momentami – bo dopiero cała woda z dołu parowała i zasłaniały je chmury (my wchodziliśmy o najwcześniejszej możliwej godzinie). Zniknęły one podczas zejścia, więc wtedy widoki były już naprawdę cudowne. Jak i oczywiście na dole. My nie jesteśmy wielkimi fanami ruin i pozostałości, ale Machu Picchu robi przeogromne wrażenie! Wszystko tam jest zbudowane bez użycia kropli zaprawy, a każdy budynek i element infrastruktury zaplanowany tak, aby razem tworzyło to spójną całość. Ich rozwiązania działają do dziś – np. studnie wciąż zbierają deszczówkę, bo było to jedyne źródło wody dla tamtejszych mieszkańców. Porażeni pięknem tego miejsca niechętnie zebraliśmy się w drogę powrotną do hydroelektrowni, skąd wracaliśmy do Cusco. Dziś, mądrzejsi o doświadczenia – wrócilibyśmy pociągiem, który odjeżdża nawet pod wieczór lub po prostu zostalibyśmy jeszcze jedną noc w miasteczku, by móc dłużej zabawić w ruinach, a później popluskać się w gorących źródłach. Ale cóż, człowiek uczy się na błędach. Mamy też nadzieję, że Wy skorzystacie z naszych podpowiedzi i wyciśniecie z tego miejsca nawet jeszcze więcej, niż my.