У нас вы можете посмотреть бесплатно Żelazo i wrzos/ Dark Slavic Folk Trap Metal или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
„Żelazo i Wrzos” to słowiański rytuał w 150 BPM, gdzie dark trap z 808 i ostrymi hatami zderza się z symfonicznym folk-metalem: ciężkie gitary, podwójna stopa, smyczki i chór, a pod spodem bębny obrzędowe i subtelne folkowe smaczki. Dym w gardle, bębny w uszach i las, który nie zasypia. To numer o przysięgach starszych niż my, o znakach w popiele i o cenie, jaką płacisz, gdy wołasz „po imieniu”. Utwór został wygenerowany przy pomocy Suno AI na podstawie mojego autorskiego tekstu. Tekst: W lesie jest zapis. W popiele jest znak. Kto woła po imieniu… ten płaci. Tak. Idę po bruzdach jak po bliznach tej ziemi, w gardle mam dym, a w kieszeni kamienie. Psy szczekają, bo czują ten chłód, kiedy księżyc jak sierp rozcina znów mrok na pół. Na dłoniach żywica, na karku mi pot, w uszach bębny, jakby serce miało front. Nie pytaj, skąd jestem, bo jestem stąd, tu nawet modlitwa ma smak jak żelazo i sól. Wrzos pod stopami, wilki w koronach drzew, przysięgi stare jak rzeka, co pamięta krew. Jak wstanie burza, to nie szukaj drzwi, bo ten dom jest z lasu, a las nie śpi. Słyszysz? To idzie z dołu, z korzeni i kości, kto raz usłyszy, ten nie wraca do prostych. Wypijam noc jak miód, co piecze w przełyku, i wołam: „przyjdźcie”, bez wstydu, bez krzyku. Hej! Ziemio, weź nas, niech płonie strach! Hej! Gromy w żyłach, sól na wargach! Tańcz, tańcz, aż pęknie czas, bo my jesteśmy stąd, my mamy znak! Hej! Żelazo w sercu, wrzos w dłoniach mam, Hej! Stare imiona niosę przez dym i las! Tańcz, tańcz, aż pęknie noc, bo jak wołasz raz, to już nie ma „dość”! Miasto chce ciszy, a ja mam w sobie huk, w blokach jest echo, ale las daje puls. Na klatce schodowej słychać jak duch, a w środku siedzi głód, co mówi: „rusz”. Widziałem świętych z papieru i ich teatr, widziałem ludzi, co sprzedają swój wiatr. Ja wolę spalić most niż sprzedać twarz, bo wstyd jest jak łańcuch, a ja wolę biec niż stać. Ktoś mówi „grzecznie”, ktoś mówi „spokój”, a ja mam w oczach ogień, nie pokój. Zdejmuję maskę, niech widzą to wszyscy: tu nie ma bajki, tu są wilki i blizny. Na progu siadły cienie, liczą nasze kroki, w misce popiół, w misce miód, w misce czarne troki. Daj im okruch, daj im dźwięk, daj im mały znak, bo jak nie nakarmisz ciszy, cisza nakarmi nas. Hej! Ziemio, weź nas, niech płonie strach! Hej! Gromy w żyłach, sól na wargach! Tańcz, tańcz, aż pęknie czas, bo my jesteśmy stąd, my mamy znak! Hej! Żelazo w sercu, wrzos w dłoniach mam, Hej! Stare imiona niosę przez dym i las! Tańcz, tańcz, aż pęknie noc, bo jak wołasz raz, to już nie ma „dość”! W lesie jest zapis. W popiele jest znak. Kto woła po imieniu… ten płaci. Tak.