У нас вы можете посмотреть бесплатно Patopoezye - Oddech nieba или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Tytuł: Oddech nieba Muzyka i wokal: wygenerowane z pomocą Suno AI (licencja komercyjna) Tekst i koncepcja: Patopoezye Rok wydania: 2025 Tekst: Zwrotka 1 Cicho z nieba sączy się szaruga, Liść jak wspomnienie spada i znika. Wśród pustych ulic – tylko wiatr, I mój cień, co w mroku zanika. Marzeń szept zakopany w błocie, W sercu mgła, w spojrzeniu zgrzyt. Życie się ciągnie jak zimny dym, Bez barwy, bez smaku – wstyd. Nie ma kto wołać, nie ma gdzie pójść, Tylko ten marazm jak dług. A ja w nim – jak w worku bez dna, Bez kierunku, bez szans. Dzień po dniu gasły we mnie kolory, A chłód w sercu rozgościł się bez oporu. Mróz zatyka płuca me, Oddech jak szkło tnie gardło w pół, Myśli osiadają na ścianach snu, Każdy krok – to echo bez powrotu, Czas się kruszy, nie gra już nut. Dusza krzyczy: „uciec!" ale gdzie? Tam, gdzie słońca blask rozdziera cień, Gdzie noc nie rani myśli jak cierń. Gdzie chmury nie wiszą jak wyrok nad głową, A ciemność nie wabi, nie woła mnie znowu. Refren Ale ziemia wie, kiedy pęknąć trzeba, By z ciemnej szczeliny przebił się oddech nieba. Światło nie wchodzi drzwiami tylko przez szparę w duszy, tam, gdzie się łamie. Zieleń nie pyta, po prostu wstaje, A ja z nią, z popiołu, z płaczu, z wiary. Bo czasem wystarczy jeden szept ziemi, Żeby uwierzyć, że jeszcze się zmienisz. Zwrotka 2 Powietrze drży – jakby niosło oddech, W gałęziach szept – że wraca początek. To wiosna – tak mówi mi krew, Że pora żyć w świetle, nie trwać jak cień. Znowu oddycham... głęboko, prawdziwie, W każdej godzinie coś nowego się kryje. Już nie chcę przetrwać... chcę naprawdę być, Czuć, bez lęku... sobą pełnym być. Nawet gdy deszcz zmywa grunt pod stopami, To nie jest kara, to chrzest między falami. Lato nadchodzi – czuję je w skroniach, Ciepło w myślach, nie lęk w ramionach. Każdy dzień to nie wyzwanie – to scena, Na której zmieniam – to moja arena. Pulsuję, jakby świat oddychał ze mną, W sercu mam spokój – nie walczę z przestrzenią. Już wiem – jestem tym, co stwarzam, Nie śladem po cudzym, co we mnie się zatarł. Refren Ale ziemia wie, kiedy pęknąć trzeba, By z ciemnej szczeliny przebił się oddech nieba. Światło nie wchodzi drzwiami – tylko przez szparę w duszy, tam, gdzie się łamie. Zieleń nie pyta – po prostu wstaje, A ja z nią – z popiołu, z płaczu, z wiary. Bo czasem wystarczy jeden szept ziemi, Żeby uwierzyć, że jeszcze się zmienisz. A gdy znów przyjdzie jesień z lodowatą dłonią, Nie znajdzie mnie skulonego pod ścianą pokorną. Bo teraz mam w sobie ogień i dom, Światło, co nie zgasło w żadną noc. Nawet jeśli mróz znów zastygnie na szybie, To ja już wiem – mnie nie zabierze. Bo jestem – bez lęku w środku nocy, A cisza już nie ma nade mną mocy. Info o utworze: Muzyka i wokal zostały wygenerowane z pomocą Suno AI (komercyjna licencja). Tekst i interpretacja emocjonalna stworzone przez VafrauWu. Wokal w tej wersji to syntetyczny głos AI.