У нас вы можете посмотреть бесплатно Spowiedź; lekcja życia we właściwym jego momencie. Przełęcz Atsunta. Mój dramat w Gruzji, cz.2 или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Postanowiłem, że będzie to mój ostatni film z wyjazdu, mimo że w Gruzji, po przejściu Przełęczy Atsunta, spędziłem jeszcze kilka dni. Nie nagrywałem więcej, ponieważ gdzieś w kościach czułem, że niedługo będę wyjeżdżać, a Gruzję chciałem doświadczać i chłonąć ostatkami sił do samego końca... Była to dla mnie przygoda i lekcja życia. Od dawna nie czułem się tak spełniony, jak po pobycie w Gruzji. Wydaje mi się, że oczekujecie ode mnie podsumowania wyjazdu, więc zamieściłem je poniżej. Mam nadzieję, że moje filmy z Gruzji przypadły Wam do gustu. Czuję, że robię postępy we vlogowaniu/nagrywaniu, a moja radonsa twórczość nie jest już tak drewniana jak na początku. Jeszcze raz wielkie dzięki, że tu jesteś. Zostaw suba, jeśli tego jeszcze nie zrobiłeś, łapkę w górę i poleć ten film swoim znajomym. Kolejne filmy wkrótce! "Moja spowiedź" Przygotowanie do wyprawy Jeśli chodzi o pakowanie, to byłem całkiem dobrze przygotowany. Można by wprowadzić kilka poprawek, na przykład wymienić dwie koszulki bawełniane na te szybkoschnące, albo na dodatkową parę bielizny, bo nie zawsze udawało się szybko wysuszyć rzeczy. Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, to jest to temat rzeka. Ogólnie rzecz biorąc, zbyt wiele się do tego wyjazdu nie przygotowałem, można powiedzieć, że w ogóle. Czasami jeździłem na rowerze, czasami spacerowałem, ale nie było to wystarczające przygotowanie na wysiłek, jaki przeżyłem w Gruzji. Z drugiej strony, udało mi się "przetrwać" i to z uśmiechem na twarzy, co sugeruje, że nawet jeśli większość swoich dni spędzasz przy biurku z niewielką dawką aktywności fizycznej, to taki trekking też może ci się udać. Podsumowując, warto się jednak trochę bardziej przygotować do takiej wyprawy, zamiast jechać z myślą "jakoś to będzie." Organizacja wyprawy Wydaje mi się, że była zaplanowana całkiem dobrze. Trasa, jak dla osoby, która ma mało wspólnego z górami (mam na myśli siebie), była atrakcyjna. Było kilka miejsc, do których docieraliśmy tylko na chwilę, żeby zaraz po kilku zdjęciach ruszyć dalej. Wydaje mi się, że warto byłoby zrezygnować z odwiedzenia niektórych miejsc, aby spędzić więcej czasu w innych, bardziej atrakcyjnych, lub poświęcić mniej czasu, żeby później nie spieszyć się do kolejnego punktu. Takich sytuacji było naprawde bardzo mało, pojawiły się dopiero w ostatnim dniu wyjazdu, więc trudno na to narzekać, ale na coś rzeba. ;) Podobało mi się, że kiedy docieraliśmy do miejsca noclegowego, wszystko odbywało się bez większych opóźnień, co pomagało zachować pozytywne myślenie, szczególnie po większym wysiłku. Jedzenie było smaczne i zawsze w ilościach wystarczających dla całej grupy, więc nikt na pewno nie chodził głodny. Przewodnik i organizator wykazali się profesjonalizmem, piątka dla Was, chłopaki. Czego nauczył mnie ten wyjazd Na pewno udało mi się, chociaż częściowo, zrozumieć, o co chodzi w górach i dlaczego ludzie w ogóle jeżdżą w góry. Przez to, że większość moich dni była walką o przetrwanie - nie, tak serio, jak idziesz w górach, to musisz myśleć o każdym postawionym kroku i o tym, co robisz. Jesteś też częścią grupy - nie ma czasu na inne myśli. W ten sposób twoja głowa staje się wolna i możesz skupić się na tym, co ważne w danym momencie i żyć chwilą, nie dopuszczając żadnych zbędnych myśli do głowy. Dobra ekipa to podstawa Nawet najtrudniejsze dni stawały się łatwe, a to dlatego, że miałem obok siebie wspaniałych ludzi. Każdy był wyjątkowy i wnosił coś do naszej grupy. Gdybym mógł powtórzyć ten wyjazd z dosłownie tą samą ekipą, zrobiłbym to bez wahania. Tesknię. xx Za czym tęskniłem podczas wyjazdu? W sumie za niczym, niczego mi nie brakowało. Wszystko było na miejscu, czyli to minimum, które potrzebujesz, żeby przeżyć, i to całkiem wygodnie. Pozwoliło mi to też zrozumieć, jak mało potrzebujemy, aby być szczęśliwym. Podsumowanie Wyjazd bardzo mnie zmienił, wydaje mi się, że znowu trochę dorosłem, chociaż kiedyś, jak Piotruś Pan, nie chciałem dorastać. Coś nowego we mnie się obudziło, możliwe, że otworzyłem kolejną czakrę. Pobyt tam bardzo mnie wyciszył i zmienił światopogląd, zmienił też moje spojrzenie na to, co ważne w życiu - że mniej znaczy więcej. Była to życiowa lekcja, która odbyła się we właściwym momencie mojego życia, bo nic nie dzieje się bez przyczyny.