У нас вы можете посмотреть бесплатно JAK OPOWIADAĆ O WROCŁAWIU, O BRESLAU? или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Gościem Telewizji Echo24 był historyk prof. Tomasz Głowiński, Uniwersytet Wrocławski. GAZETA WROCŁAWSKA: Spór o wygląd ogródków restauracyjnych we Wrocławiu Temat jest na pewno, dlatego że kwestia ogródków to kwestia też takiego sukcesu Wrocławia. Wrocław jest kojarzony z perspektywy tych ogródków, tej atmosfery, która jest na Starym Mieście szerzej niż tylko w rynku. I ta atmosfera jest jednoznacznie pozytywnie odbierana. Kto przyjedzie, jest tym zachwycony. Ja sobie tak myślę, że gdybyśmy się próbowali kierować takimi zasadami, jak ja słyszę teraz, że mają być, no to pojedźmy do Brukseli, rozbierzmy tam to stare miasto, bo ono jest całe zadaszone, całe żyje, aż tętni. I myśmy stworzyli fenomen, taki w Polsce na pewno unikatowy. Coś, co żyje własnym życiem, jest niezwykle dobrze odbierane. Kto nie przyjedzie, jest zachwycony i nagle się okazuje, że mamy to wszystko. Ludzie włożyli, zakładam, ciężkie pieniądze, żeby to zrobić. Mamy to wszystko wywalić, postawić mikre parasoleczki i jakieś doniczki na kwiatki. To trzeba pojechać do Krakowa i zobaczyć, jak to działa, a raczej, jak to nie działa. Bo w Krakowie działa Kazimierz, a nie Kraków. Także ja ze zdziwieniem na to patrzę. Gdy były lata 90., zaczynało się to życie rynku na płycie rynku, nie w środku, w budynkach. To dość mądry, jeśli dobrze pomnę, konserwator miejski wówczas, który jeszcze był. Bo już go nie ma. Wskazał, że należałoby pozbyć się tych plastików, tego badziewia, które często firmy dystrybuujące np. napoje rozdawały za darmo lokalom. I to było mądre. To było mądre dlatego, że wtedy okazało się, że my mamy dużo takiej kreatywności, dzięki której każdy z tych ogródków ma jakiś swój charakter. Każdy jest takim mikroświatem, gdzie ludzie wędrują po nich odkrywając te klimaty, które tak atrakcyjne dla nich są. I nagle ktoś mówi nie. Wywalimy to wszystko i zrobimy... Ja już abstrahuję od tego, że kwestie bezpieczeństwa. Takie parasoleczki przed niczym tak naprawdę nie chronią. Gdy mocniej powieje wiatr, może być katastrofa. Sam byłem dwa lata temu świadkiem takiej sytuacji, gdzie porwana wiatrem parasolka wystrzeliła jak rakieta do góry, a później wpadła dosłownie centymetry od człowieka. Jak opowiadać o Wrocławiu, o Breslau? Jeśli pan pyta, jak opowiadać, odpowiedź brzmi dość prosto. Przede wszystkim, i to jest nasze zadanie jako historyków, nie fałszować przeszłości, a po drugie opowiadać ją na tyle ciekawie, żeby ci, którzy słuchają, powiedzieli tak, no wreszcie czegoś ciekawego się dowiedziałem, to jest naprawdę warte tego. Wrocław był fenomenem, chciałbym powiedzieć, że nadal jest, bo ja głęboko wierzę w to, że ciągle jest możliwe odłożenie na bok tego zacietrzewienia, które się pojawia. Nazwijmy to polityką, ja czasem bym to nazwał brakiem rozsądku albo właśnie takimi jakimiś emocjami, które są zupełnie niesłużące niczemu dobremu. Jest miasto, które ma tą przeszłość wielokulturową, przeszłość skomplikowaną, ale przez to też ciekawą. To miasto, które było dość długo w naszych realiach, ale tych powojennych, czyli komunistycznych, tą przeszłością nie tyle niezainteresowane, co było to odsunięte na bok. Mieliśmy nie mówić o tej innej, tylko o tej polskiej. Po 1990 roku nastąpiła wręcz fenomenalna eksplozja zainteresowania. Ludzie pokazali, że chcą to wiedzieć. I to jest znakomite, bo dzięki temu my historycy mamy co opowiadać, mamy co badać, ale też myślę, że i odbiorcy czują się usatysfakcjonowani, gdy przynosimy im coraz to nowsze, coraz ciekawsze szczegóły na temat przeszłości miejsca, w którym żyją albo miejsca, do którego przyjechali. Bo nie opowiadamy tego tylko wrocławianom czy Dolnoślązakom. Natomiast pan pyta o te spory, które ostatnio się pojawiły. Ja panu powiem. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że gdyby w średniowieczu był konserwator zabytków, to Wrocław byłby dalej drewniany. I to jest oczywiście trochę żartem. Ja rozumiem, że ochrona zabytków jest istotna, że pielęgnowanie dziedzictwa jest czymś, co powinno być częścią naszego człowieczeństwa. Ja jestem chłopak ze Śródmieścia. Dlatego, że też te napisy niemieckie, te strzałki kierujące do piwnic z odpowiednim komentarzem, że tam jest właśnie schron przeciwlotniczy itd. To wszystko ja miałem, mówiąc potocznie, na podwórku. I mnie to nie razi, myślę, że większości wrocławian to nie razi. Bardzo ciekawie moim zdaniem wypowiedział się jakiś czas temu dyrektor wrocławskiego oddziału IPN-u, pan profesor Kamil Dworaczek, który powiedział, że my te napisy po prostu mamy na ulicy i nikt ich nie skuwa, nikt z nimi nie walczy. Ja podam przykład szkoły podstawowej, która była 300 metrów od miejsca, gdzie mieszkałem, to jest róg ulicy Jedności Narodowej i Nowowiejskiej. Tam jest olbrzymi orzeł na elewacji, nad wejściem. Olbrzymi orzeł ewidentnie niemieckiej proweniencji, nie śląski, niemiecki orzeł i on sobie jest. Nikt nie chodzi, nikt go nie skuwa, nikt się nim nie zajmuje w sensie negatywnym.