У нас вы можете посмотреть бесплатно HGM – Ile można? | Rockowa ballada o zmęczeniu światem или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Czasem nie chodzi o gniew. Chodzi o zmęczenie, które narasta dzień po dniu — słowami bez treści, decyzjami bez odpowiedzialności i hałasem, który zagłusza sens. „Ile można?” to spokojniejsza, refleksyjna odsłona HGM — pytanie zadane bez krzyku, ale z ciężarem. 🎶 Tekst i koncept: Hastatus Generuje Muzykę 🔥 Subskrybuj, aby nie przegapić kolejnych premier! "Ile można?" Cisza, co waży więcej niż krzyk, W lustrze odbity obcy ktoś — nie ja i nie nikt. Twarz za twarzą, korowód szklanych masek, Gubimy sens w labiryncie pustych piasków. Słowa jak liście, co zwiędły zbyt wcześnie, Wszystko już było... a wciąż trwa nieszczęśnie. Pisane na wodzie wyroki i błędy, Najgłośniej krzyczą ci, co są jak sępy Żadnej drogi, tylko ślepy mur. Duma bez okien, ambicji szary kurz. Uśmiech przyklejony, spojrzenie zmatowiałe, Obietnice wielkie, a serca zbyt małe. Wszystko na skróty, byle dotrwać do rana, Kolejna karta, ta sama i zgrana. Ile szeptów trzeba, by zagłuszyć ten brak? Ile pieśni kłamstwa musi przykryć nasz strach? Ile można patrzeć w oczy, w których nie ma dna? Ile jeszcze karmić złudzenie, że coś się da? Ile razy szeptać: „Nie tak miało być”, Gdy każdy krok to ciężar, aż chce się wyć. Choć zaciskam pięści, nie walczę już z mgłą, Stoję tu bezbronny, pytając wciąż: Ile można? Ile można? Ludzie-cienie, bez twarzy i kości, Mędrcy od siedmiu boleści i nicości. Rzucają słowa jak kamienie w pusty staw, Bez wagi, bez prawdy, dla marnych braw. Honor wyblakły na starym arkuszu, Wartość mierzona w zimnym, cyfrowym tuszu. Hałas nas pożera, sens po cichu kona, A prawda? Prawda dawno już zmęczona. Ile można oddychać powietrzem bez tlenu? Ile razy wybaczać samemu sobie — i czemu? Ile można patrzeć w oczy, w których nie ma dna? Ile jeszcze karmić złudzenie, że coś się da? Ile razy szeptać: „Nie tak miało być”, Gdy każdy krok to ciężar, aż chce się wyć. Choć zaciskam pięści, nie walczę już z mgłą, Stoję tu bezbronny, pytając wciąż: Ile można? Ile można? A może to nie oni? Może to we mnie cień? Może to ja zapomniałem, jak przywitać dzień? Łatwiej zatrzasnąć drzwi, zgasić ostatnie światło, Niż przyznać, że zmienić cokolwiek... nie jest tak łatwo. Tu nie ma gniewu, nie szukaj tu krwi, To tylko kurz, co osiadł na dnie moich dni. Świadomość, że świat, ten za oknem, tam dalej... Mógłby być inny. Lecz sił mam coraz mniej. Ile można patrzeć w oczy, w których nie ma dna? Ile jeszcze karmić złudzenie, że coś się da? Nie krzyczę już więcej, nie szukam już dróg, Tylko stoję tu... jak u obcych wrót. Ile można patrzeć w oczy, w których nie ma dna? Ile jeszcze karmić złudzenie, że coś się da? Nie krzyczę już więcej, nie szukam już dróg, Tylko stoję tu... jak u obcych wrót. Ile można? Ile można? Ile można... Zapytałbym znów, lecz... ...odpowiedzi brak.