У нас вы можете посмотреть бесплатно Jan Kasprowicz - Na rozdrożu или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Obraz to tylko opakowanie, torba foliowa, aby przenieść tekst i muzykę na Yotutube Jeśli potrafisz ujrzeć sens wiersza w swojej wyobraźni — zostań. Ten kanał jest dla Ciebie. Ale jeśli potrzebujesz filmu czy prezentacji — nie masz tu czego szukać. Poezja jest dla ludzi z wyobraźnią. Tylko słowo i dźwięk. Zamieszczony obraz jest tylko migawką z wiersza — nie jest interpretacją. Przetworzono przy pomocy Suno AI Dziękuję za wszystkie subskrypcje i proszę osoby, które jeszcze tego nie robią o kliknięcie w dzwonek Na rozdrożu Jesienny Wiatr, bezlitosny, jak serc ludzkich sędzie, W posępnym deptał obłędzie Życia ostatki: »Hej! hej! gdzie jesteś, ty wdzięku promienny, Którym majowe szczyciły się kwiatki? Gdzie jesteś, kraso? Gdzie, płaszczu wiosenny Wierzb i topoli? Hej!...« Tak wicher szydził z tej ziemi, z tej matki, Co próżno słońca o litość błagała: »O słońce, lej Żary gorętsze po roli, Nim umrze cała!« — A ona Stała... Sierocą Tuli dziecinę do młodego łona, Na którem wisi czerwona Chustka persowa; Łzy jeszcze w oczach nie zaschłe migocą, Na piersi ciężka przechyla się głowa, A z pod zawitki włos, spływając nocą, Twarz jej owija W cień — Twarz, z której znikła gra kolorów zdrowa, Którymi róża, ta dziewicza, pała Śród rannych tchnień: Dziś tu złamana lilija, Jak na śmierć biała, Samotnie Stała. A oto, Jak ono ziele, nim je wicher potnie, Wznosi znów głowę, nad wrotnie Cięższe powieki: Spojrzy w tę stronę, gdzie nadbrzeżne błoto, Znacząc się śladem jakiejś czarnej rzeki, Czołgać się zdaje ze żółwia ochotą Ku zasępionej Wsi. I znów, patrzajcie! jak rosiste ścieki Zlewają kwiaty, tak jej lice zlała Ach! fala łzy I aż na ręce spryszczonej Srebrem zadrżała, Gdy w burzy Stała... Zapewne, Niźli to niebo, co się całe chmurzy I świat, jak rozpacz, tak duży, Gniecie ołowiem — Niż zwiędłe trawy, niż szkielety drzewne, Co nad jesiennem żółknieją pustkowiem, Roniąc łzy czyste, ludzkim łzom pokrewne, Dziś jej smutniejszy Los... Zapewne jeszcze ten, co serca zdrowiem Igra, jak liśćmi ta wiatru nawała, Szyderczy głos, Ponad to błoto wstrętniejszy, Wieś jej rzucała, Choć za nią Stała. »Dziewczysko! Hej, chciało jej się tysiączną być panią!« Tak te języki ją ranią Ostrzem trującem. »Co dziś ją czeka? W chlewku legowisko I kij i torba, boć, prawda! pod słońcem, Pod bożem słońcem, gdzież równe jej psisko? Tłuk! tłuk! nic więcej! Tłuk!... Dobrze ją sprawił! W swem chciwstwie piekącem Każda w dostatki opływać-by chciała!...« W duszy, jak huk, Jak zawiść wichrów tysięcy, Ta czerń jej grzmiała, Gdy blada Stała. Jedyny Syn bogatego nad wszystkich sąsiada Co dzień nadchodzi i gada, Tuląc do siebie: »Cicho, różyczko! o cicho! zdawiny. Wnet wyprawimy, jak gwiazdy na niebie, Jak ten miesiączek nad nami, ten siny«. Wraz i do ojczula: »Stary wnet myśli wypocząć na chlebie, Wnet w moje ręce przejdzie huba cała, Żenić się czas!« I ojciec z zięciem już hula... Wszystko widziała!... Dziś — łzawa Stała. O Boże! O miłosierny! Co za dola krwawa! Toć się sam wiatr naigrawa Z żalu dziewczęcia: On innej ślubne przygotował łoże, A ojciec w gniewy: »Nie dostanę zięcia! Na wstyd ty w domu! Niech czart ci pomoże! Biegaj ty sobie W świat!« Ach! lepiej było doczekać się ścięcia! Czemuż jej matka nędzne życie dała!? Nim doszła lat, Czemuż nie legła ach! w grobie!? Tak rozpaczała I drżąca Stała... We świecie Sama-ć się przepcha śród syków tysiąca — O tak! jak brzytwy tonąca, Schwyci się życia. Ale cóż pocznie to niewinne dziecię?... Spojrzy... Za wioską, śród trzciny spowicia I śród sitowia, co wieńcem się plecie, Staw przebłyskuje, Staw! Nakształt szarugi rozdartego wycia, Burza w jej wnętrzu starganem zawrzała: O Chryste! zbaw Duszę, co sił już nie czuje! Zmartwiała Z tą prośbą Stała... A słota, Coraz ostrzejszą poświstując groźbą, Ostatnim liściom swą kośbą Życie odbiera I na jej lice dżdżysty oddech miota, Szarpie niebieską spódnicą i zdziera Chustkę z jej ramion, śród których sierota — Dziecko, zapadło W sen... Oto się budzi, oczęta otwiera I kwilić pocznie ta gołąbka mała, A ona, hen! Ku wodzie mając twarz zbladłą, Jak skamieniała, Nieszczęsna Stała... #poezjaśpiewana, #PoezjeKrzyczane, #JanKasprowicz, #PoezjaPolska, #Kasprowicz #PolskaLiteratura, #AlternatywnaPoezjaSpiewana, #AIternatywa, Zbieram na sałatkę https://suppi.pl/poezje-krzyczane