У нас вы можете посмотреть бесплатно O śmierci i obrazach или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Tekst Wojtka---- Napisane 12 stycznia 2023: Jeżeli jest coś tam po drugiej stronie, w tych wyższych, niedostępnych dla nas wymiarach czasoprzestrzeni, to oni tam są, w tym nieistniejącym domu na kolonii wsi Połowce, małej wioski położonej pomiędzy Dżurynem a Bazarem, na zachodniej Ukrainie, paręnaście kilometrów od Buczacza i Czortkowa. Wyobrażam sobie ich, jak siedzą w letnie popołudnie, prawie wieczór, w sadzie, który rozciągał się z tyłu domu, w stronę rzeczki Dżurynki. Wokół nich brzęczą pszczoły z pasieki pradziadka Antoniego, która składała się z osiemdziesięciu uli. Są wszyscy, o których opowiedziała mi ciocia Krystyna i mój Tato. Ona też jest z nimi, dołączyła do nich w ostatnią wigilię. Jest jej matka, a moja babcia Helena. Munio, mąż Heleny, mój dziadek opowiada jakąś śmieszną historię z czasów, kiedy był ułanem, prawdopodobnie jazłowieckim. Herbatę z samowaru wiśniowymi konfiturami podaje prababcia Franciszka Maria, żona Antoniego, córka nauczyciela z Bazaru Juliana Leszczyńskiego, do którego zachodził na warcaby i po książki Antoni, a tak naprawdę po to, aby ukochać w sobie młodziutką wtedy Franciszkę Marię. Jest wiele innych osób, rodzeństwo Heleny i Mietka, dorośli i dzieci, każdy, pod postacią jaką wybrał. W tym miejscu poza naszym czasem i przestrzenią, w świecie, od którego dzieli nas bariera cieńsza niż stała Plancka (h = 4,135 667 516(91)·10–15 eV·s) . Dzisiaj tylko dzięki wyobraźni mogę do nich dołączyć, ale nieuchronnie nadejdzie czas, że pojawię się pośród nich, prababcia Franciszka Maria poda mi filiżankę z herbatę i spodek z konfiturami i powie, no jesteś chłopcze, czekaliśmy na ciebie. Zanim nadejdzie ta chwila, postaram się uwiecznić ich wszystkich w powieści rodzinnej, bo dana jest mi łatwość w sklejaniu słów. Niestety nie dowiem się już nic więcej od cioci Krystyny. Została pochowana dzisiaj w Sycowie. Do zobaczenia Ciociu [`] --- Dopisane 14 lipca 2024 ------------- Wczoraj dołączył do nich mój Tato. Tym samym po tej stronie bariery, cieńszej niż stała Plancka, która dzieli nasz świat od ich świata, stałem się najstarszym męskim potomkiem Feliksa Wolańskiego, ojca mego dziadka Munia, który prawdopodobnie był herbu przyjaciel. Niestety jego historia tonie w pomroce dziejów. To czy – zabrzmi to patetycznie – ród nasz nie wygaśnie, zależy od mojego jedynego syna Karola. Mój brat ma trzy wspaniałe córki. Na mnie ciąży inny obowiązek. Napisałem o tym jakiś czas temu: Łańcuch pokoleń A może gdyby nie ja, ci ludzie, moi przodkowie zniknęliby bezpowrotnie, zapomniani, jakby nigdy nie istnieli, nie kochali, nie cierpieli, nie bali się, ale wtedy i ja nie miałbym prawa istnieć. Zostawię po sobie tylko słowa, mimo iż delikatne, ulotne, zwłaszcza gdy zaklęte w bitach, są w stanie przetrwać wieki, przekazywane dalej i dalej, o ile będzie je komu przekazać, ale na to już nie mam większego wpływu. Robię więc kawę, nastawiam miłą dla ucha, spokojną muzykę i jak kolekcjoner motyli zaczynam wyciągać eksponaty, aby sprawdzić ich stan, dokonać ewentualnych napraw, podpisać, wyczyścić, skatalogować. A mam ich niewiele. Książką, którą napisał mój ojciec, trochę zeskanowanych zdjęć rodzinnych, odtworzone z mozołem drzewo genealogiczne, i to, co udało mi się wyszperać w sieci. Nie wiem, co z tego wyjdzie, nie robię planu, założeń, może ugrzęznę po drodze w gąszczu niewiedzy. Trochę przypominam archeologa, który z nielicznych okruchów odtwarza rozbity dzban, sztukując brakujące miejsca kawałkami z gipsu. Tak i ja będę musiał sztukować tą historię, brakujące miejsca wypełniać domysłami, fikcją, a może tym, co oni z drugiej strony Styksu próbują mi przekazać, a co ja będę brał za własne myśli, a może wspomnienia zakodowane w genach? Może człowiek wcale nie rodzi się jako tabula rasa, niezapisana tablica, wykasowana pamięć? Bo czymże innym jest DNA, łańcuch cząstek chemicznych zakodowana informacja o tym, jacy mamy się stać, a być może, kto wie, jacy byli ci przed nami. To pisanie, swoista podróż w przeszłość, jest dla mnie także próbą zrozumienia samego siebie, tego, jaki jestem, dlaczego takie jestem. Dlaczego nie lubię pośpiechu, hałasu, natłoku, wszystkiego, z czym można się spotkać w mrowiskach ludzkich, dużych miastach. Dlaczego uwielbiam bezkresne przestrzenie, lasy, pola, morze. Dlaczego tak staram się wejrzeć w przeszłość, utrwalić ją w słowach? Dla kogo? Dla syna może moich siostrzenic, córek mojego brata, Emilki, Hani i Lenki. Być może mając świadomość, że sam kiedyś odejdę, spisuję te słowa, wetknę je do butelek, zakorkuje, i rzucę w bezmiar oceanu niepamięci. Ktoś kiedyś odnajdzie po latach te okruchy i ciągłość zostanie zachowana, ale po co? To pytanie powraca i powraca. Pytanie o sens. Może w gruncie rzeczy sens życia. Bo co zostanie po człowieku? Te parę starych mebli, kilka przedmiotów, okulary, talia zgranych kart, malutka książeczka do nabożeństwa jak po mojej babci Emilii. #śmierć #przemijanie #abstrakcja