У нас вы можете посмотреть бесплатно TU NIE BYŁO SZTABU POWSTAŃCZEGO! или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Tworzenie historii - czyli sztab, którego tam nie było i zmyślony atak Nie rozumiem jakie znaczenie może mieć dla przyszłych pokoleń wiedza, w jakim budynku w Dobrodzieniu po zdobyciu miasta, 100 lat temu był sztab polskich powstańców. Dla militarnych sukcesów nie ma znaczenia lokalizacja nie tylko sztabu, ale i haźla, z którego sztabowcy korzystali. Zapewne z braku dobrych wspomnień czynów powstańców i doznanych krzywd zakodowanych w pamięci autochtonicznych mieszkańców Dobrodzienia, blisko 100 lat później powojenni przybysze tworzą miejsca tak zwanej pamięci. Czyjej pamięci? Problem w tym, że te miejsca i rocznice tworzą ludzie, którzy na śląską ziemię przybyli po wojnie. Nie uczestniczyli w historii 1921 r., a teraz niczym przysłowiowa żaba nadstawiają łapę, tam, gdzie konie kują. W dodatku w mieście, które przypadło stronie niemieckiej i w Polsce znalazło się dopiero po wojnie. Gdyby podobne wydarzenia miały miejsce w centrum Polski - nie na Śląsku, a napastnikami byliby Niemcy, to mielibyśmy na budynkach 7 tablic upamiętniających, 7 zabitych mieszkańców, którzy bronili swojego dobytku przed rabunkiem. Nie wiem skąd wziął się pomysł, że w niewątpliwie uroczym budynku królewskiego zamku myśliwskiego w jednym z lokali miał mieć swoją siedzibę sztab powstańczy. Nie tylko zawodowy historyk, ale każdy, kto upublicznia swoje racje jako wiarygodne fakty historyczne, winien opierać się na dokumentach, a nie bajaniach. W Dobrodzieniu i okolicach w 1921 r. rozgrywały się zdarzenia tragiczne dla obu walczących stron. Jednak większość z nich jest aktualnie albo przemilczana, albo wręcz zakłamywana. Ba, nawet są tworzone quasi dokumenty-fałszywki i publikacje. Niemal wiek później lokalni pseudo-historycy zmyślają i koloryzują tamten okrutny czas. Gloryfikują najeźdźców pomijając ofiary. Żadna pozłotka nie przykryje ran i cierpienia mieszkańców, a odsłanianie nowych pomników nie zmieni prawdy. Czymże jest lokalizacja sztabu w stosunku do niemal trzydobowej spontanicznej obrony swojego miasta przez kiepsko uzbrojonych mieszkańców. Dlaczego nie ma tablicy upamiętniającej tą obronę i jej dowódcę? Dlaczego nie ma rzetelnego historycznego opracowania o ataku na Dobrodzień i jego obrony, oraz tablicy upamiętniającej poległych obrońców miasta. Zamiast tego istnieją nieprawdziwe relacje, jakoby miasta broniło 600 żołnierzy z Selbstschutz. Gdyby faktycznie do miasta przybyło 600 chłopa, czyli batalion składający się z 5 kompanii, to byłyby jakieś dokumenty. Powstańczy wywiad również nie informował o ruchu tak silnego zgrupowania. Rodzi się pytanie – skąd, którędy i kiedy przybyli, że ich nie zauważono? Załóżmy teoretycznie, że Dobrodzienia bronił jakiś batalion. To, kto nim dowodził? Nigdzie nie ma żadnej wzmianki na ten temat. Wtedy było w zwyczaju, że każdy batalion miał swoją nazwę. Ten wirtualny był bezimienny, a żołnierze nieśmiertelni, bo nie ma najmniejszej nawet informacji, o rannych i zabitych. Na dokładkę, nie tylko nie wiadomo skąd i kiedy 600 chłopa przybyło do miasta, ani też gdzie mieli swoje kwatery, jak również jaką drogą i dokąd się wycofali się po zdobyciu miasta przez siły polskie. W relacji na ten temat brakuje logiki. Jedynym wytłumaczeniem może być usprawiedliwienie stworzone przez atakujących, dlaczego tak długo nie zdobyli miasta mając przeważające siły i uzbrojenie. O tym „zmyślonym” batalionie będzie oddzielny film. Zamiast rzetelnej wiedzy mamy kłamliwą tablicę wstydu stojącą przed myśliwskim zamkiem królewskim z informacją o lokalizacji sztabu, który faktycznie mieścił się w ratuszu, o czym wiadomo między innymi z "Uwiadomienia" podpisanego przez komendanta placu Antoniego Szołtysika (Hallerczyk) adresowanego do oficerów i szeregowych, że mają się meldować w Komendzie Placu (czyli sztabie) w ratuszu. Zmyślony atak Źródło: Paweł Mrozek "Dobrodzień i okoliczne wsie w latach 1918-1938. Fakty historyczne i wspomnienia mieszkańców". „… W nocy z 21 na 22 maja grupa niemieckich dywersantów podjęła próbę opanowania Dobrodzienia. Dzięki dobremu rozmieszczeniu wart powstańczych, próba zakończyła się niepowodzeniem, a Dobrodzień pozostał w Polskich rękach. …” Problem w tym, że mamy do czynienia z konfabulacją. Autor nie przytacza żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów. Dla podważenia nieprawdy załączam dokumenty z epoki: raporty, okólniki i inne dokumenty powstańcze. W moim przekonaniu największą wiarygodność ma „Raport Sytuacyjny z 22 maja 1921 r. Dowództwa Grupy Północnej Referat Operacyjno-Informacyjny, gdzie w pkt. 1 napisano: "Na odcinku Zembowice - Guttentag spokój. ...". Z tego wniosek, że ktoś sobie zmyślił ten atak, skoro dowództwo powstańcze nic o nim nie wiedziało. Dawne zdjęcia - domena publiczna.