У нас вы можете посмотреть бесплатно The Polska #15 - Bory Tucholskie linią kolejową nr 215 или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
#BoryTucholskie #Polska #Tuchola Bory Tucholskie – jeden z największych kompleksów leśnych w Polsce i wspaniałe miejsce do spędzania wakacji lub wolnych weekendów. Atrakcją regionu są nie tylko lasy, ale i liczne jeziora oraz łączące je malownicze rzeki. Dzisiaj chciałbym Wam pokazać Bory Tucholskie jednak od innej nieco strony – od strony przebiegającej ich środkiem linii kolejowej nr 215. Linii, która wije się wśród kolorowych pól, gęstych lasów i licznych małych wiosek przycupniętych wzdłuż torów. Linii, przy której znaleźć można wiele zaskakująco ciekawych miejsc. Linia kolejowa nr 215 zaczyna się we wsi Laskowice, a kończy w sercu borów – w Czersku. Kiedyś biegła dalej, aż do wsi Bąk, ale od kilkunastu lat pociągi pasażerskie kończą swój bieg dwadzieścia kilometrów wcześniej – właśnie w Czersku. Zapraszam Was do samochodowej podróży śladami stacji kolejowych oraz atrakcji turystycznych znajdujących się w pobliżu torów. Dlaczego autem a nie pociągiem? Obecnie linią tą jeżdżą tylko trzy pociągi dziennie, więc z pomocą tego środka transportu byłoby to niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że miejsca które zobaczycie zainspirują Was do własnej wyprawy! Stacja nr 1 – Laskowice Pomorskie Moją całodzienną podróż wzdłuż torów kolejowych rozpoczynam na południu, na stacji początkowej „Laskowice Pomorskie”. To dość spora wieś licząca sobie nieco ponad dwa i pół tysiąca mieszkańców. Stacja kolejowa jest dość rozbudowana i jak na stację wiejską – nadspodziewanie intensywnie użytkowana. To ważny węzeł kolejowy ze względu na to, że tędy właśnie przebiega także linia kolejowa nr 131 – łącząca Górny Śląsk z Trójmiastem. Do niewielkich Laskowic kolej żelazna zawitała już w 1852 roku. Wtedy to, na fali rozwoju kolejnictwa, powstała linia kolejowa łącząca Berlin z Prusami Wschodnimi. I tutaj właśnie, w Laskowicach, budowniczowie Pruskiej Kolei Wschodniej natrafili na jedną z licznych przeszkód: Jezioro Laskowickie. Zamiast jednak zbudować kolejny most jakich już wiele zbudowano po drodze, postanowiono postąpić inaczej: przecięto jezioro na dwie części długą na 400 metrów groblą. Jej szczytem położono tory kolejowe, a konstrukcja okazała się tak trwała, że po 170 latach wciąż tą groblą jeżdżą pociągi. Stacja nr 2 – Dąbrowy Po niecałych czterech kilometrach od Laskowic natrafiamy na przejazd kolejowy połączony z rozjazdem. To w tym miejscu pojedynczy tor linii 215 oddziela się od hałaśliwej, pełnej pociągów linii 131 i już samotnie – w ciszy i nostalgii – zagłębia się w Bory Tucholskie. Stacja Dąbrowy obsługuje leżące obok siebie wioski: Jeżewo i Dąbrowy. Mieszkańców jest tutaj niewielu, ale w zasięgu spaceru leży jedno z najczystszych jezior w naszym kraju – Jezioro Stelchno. To raj dla początkujących płetwonurków: choć jest dość płytkie (5-10 metrów) to przejrzystość wody w jeziorze sięga aż 6-9 metrów. W jego toni spotkać można węgorze oraz bardzo rzadko spotykane żółwie błotne – a na brzegach… żmije. Po wcześniejszym zgiełku Laskowic w tym miejscu poczuć już możemy spokój i ciszę. I nie ma w tym nic dziwnego, bo właśnie wkraczamy na tereny ominięte przez cywilizację – w przedsionek Borów Tucholskich. Nawet pojedynczy tor kolejowy, który jest przewodnikiem mojej wyprawy, zdaje się jakby spokojniejszy i ospały: nie musi się z nikim ścigać, więc porośnięty jest trawą, mchem i paprociami. Okoliczne domki są tutaj rzadkie, z dużymi wiejskimi zagrodami, ogrodzone drewnianymi płotami a czasem i bez ogrodzeń. Czuć piękną, Polską wieś. Mój widok przyciąga kilkulatek dzielnie dźwigający plecak pełen książek. Jest 7:30 rano, więc chłopak pewnie maszeruje do odległej o 2-3 kilometry szkoły. Ten widok przypomina mi podróże po Afryce: tam dzieci też każdego dnia pokonują rankiem wielokilometrową drogę do szkoły. Zatrzymują przy okazji każdy możliwy środek komunikacji: samochody, autobusy, motory, bryczki – wszystko co pozwoli uniknąć mozolnego marszu w afrykańskiej spiekocie. Tam każdy kto ma jeszcze miejsce w swoim pojeździe – zatrzymuje się by podrzucić maluchy do szkoły. U nas w Polsce też tak kiedyś było… pamiętam jak sam, kilkadziesiąt lat temu, w drodze do szkoły wskakiwałem na chłopskie furmanki. Teraz jednak nikt już w Polsce nie podwozi obcych dzieci do szkoły, a i same dzieciaki nie zatrzymują pojazdów. Nie powinno się proponować obcemu dziecku podwózki, bo to od razu kojarzy się ze złymi zamiarami. Odprowadzam więc tylko maszerującego poboczem drogi chłopczyka wzrokiem i odjeżdżam dalej… Stacja nr 3 – Czersk Świecki... Dalszy ciąg znajdziecie na blogu https://40latidopiachu.pl/2021/06/18/...