У нас вы можете посмотреть бесплатно Studio MPA - Ja stalker или скачать в максимальном доступном качестве, видео которое было загружено на ютуб. Для загрузки выберите вариант из формы ниже:
Если кнопки скачивания не
загрузились
НАЖМИТЕ ЗДЕСЬ или обновите страницу
Если возникают проблемы со скачиванием видео, пожалуйста напишите в поддержку по адресу внизу
страницы.
Спасибо за использование сервиса ClipSaver.ru
Studio muzyczno-poetyckie Azyl przedstawia utwór: Stalker To był przypadek, czy abstrakcyjna logika? Wpatrzony, mój wzrok twoją postać dotyka. – Wierzysz w przeznaczenie, czy matematykę? Zwykłą statystykę, co zmienia optykę. Idziesz, nie modelka, ale też bez defektu, Sprawiasz, że czuję stan idealnego efektu. Dystans od perfekcji? To przykuwa uwagę. Czuję, jak na szali kładziesz płochą równowagę. Idę za tobą, jest kawa i ciasto, Punkty na mapie, betonowego miasta. Studiuję cię z ukrycia, po twoim obwodzie, Figury mapa, dla żeglarza na obcej wodzie. W autobusie blisko, aż dreszcze przechodzą. Czuję, że nasze pragnienia się zgodzą. Skromna aura przyciąga magnetyzmem. Fascynacja walczy z wewnętrznym egoizmem. Sto trzynastka rusza, a w niej my – ja i ty, W myślach układam już z tobą przyszłe dni. Jestem cieniem na szybie, co chroni od zła, choć wciąż dla ciebie nie wyróżniam się od tła. Ulica Kołłątaja, brama połyka cię w mrok, czekam, aż rankiem zrobisz tu pierwszy krok. To nie miłość, to coś więcej, to pragnienie totalne, przesycony nim jestem zupełnie namacalnie. Czerwiec zagęszcza upał, a to zmienia modę. Wkoło stado sępów, chętnych na twą urodę. Czytam ich spojrzenia, łakome, brudne, zwierzęce, chcą tylko położyć na tobie swe głodne ręce. Typ ze zrośniętą brwią aż z żądzy garbić się nie stara, wisi już nad nim mój miecz, jedno słowo kara. Idzie za tobą na Biskupią, chcąc przeciąć ci drogę . Muszę interweniować, nic nie robić, nie mogę. Ociera się o ciebie na Rzeźniczej, koniec trasy, dbam, by zniknął, dla ciebie, nie dla kasy. Jeszcze blondyn z teczką, nerwowy, piegowaty, Śledzi cię spojrzeniem dziwnym, trochę popielatym. Myśleli, że są łowcami? Zwierzyną byli w lesie! Miejskiej dżungli władca, wyrok w kieszeni niesie. Twoim jestem aniołem, choć skrzydła skąpane we krwi. Byś czuła lekkość życia, ufała innym i mi. Choroba i dopada mnie gorączka w nocy, tydzień wyjęty z życia, snu wzywam pomocy. Leżę, a głód bierze wyobraźnię w obroty. Strach, że beze mnie, popadniesz w kłopoty. Wracam i jesteś, zamyślona, odległa, jakbyś była, urokowi złemu podległa. Autobus szarpie, chwytasz poręcz – i wtedy to widzę, Ten błysk, co sprawia, że się życiem już brzydzę. Klejnot na palcu, jubilerska pogarda w szlifie, Patrzy surowo jak morze, na stojącego, na klifie. Mężczyzna obok, poufałość dłoni splecionych, Zabrał, zbezcześcił, dla świata jesteś stracona. Nie jesteś już tą, którą z przypadku poznałem. Cudza własność, błąd, choć tak się starałem. Szczęście na twarzy? To maska, kłamstwo, pic! Dla mnie od dzisiaj nie znaczysz już nic. Zostałem sam na przystanku, z ruiną wewnątrz swej czaszki. Koniec wszystkiego jest wtedy gdy rozbrzmiewają oklaski. Zostałem sam na przystanku, a ty u tego artysty. Co teraz zrobić wypada? Wybór jest oczywisty Zostałem sam na przystanku, z ruiną wewnątrz swej czaszki. Koniec wszystkiego jest wtedy gdy rozbrzmiewają oklaski. Zostałem sam na przystanku, a ty u tego artysty. Co teraz zrobić wypada? Będę wysyłał ci listy! Słowa i aranżacja: MR